Rok na granicy – (anty)sprawozdanie

Granica w politycznej rozgrywce

 

Minął rok od kiedy cała Polska zaczęła znów żyć tematem migracji. Rok, w trakcie którego nastąpiło tak wiele istotnych wydarzeń, ilu jeszcze do niedawna nie mieliśmy okazji doświadczyć przez dekadę. Wraz z rocznicą, możemy śledzić również wysyp podsumowań wszelkich organizacji i bytów, w jakimś stopniu związanych z sytuacją na granicy lub po prostu korzystających z głośnego tematu, wyłacznie w celu zaistnienia w opinii publicznej.

Podsumowują zarówno służby,wielkie fundacje, NGO’sy, media rządowe, opozycyjne jak i te deklarujące się jako niezależne. Czy można ułożyć sobie w oparciu o to obraz tego co działo się w ubiegłym roku? Zapewne można. Czy można lepiej zrozumieć co się dzieje na świecie i dlaczego?
Z tym już niestety jest dużo gorzej.
Granica, podobnie jak każdy inny aspekt naszej rzeczywistości, jest zawłaszczana, trawiona i wypluwana w postaci propagandy przez dwie dominujące narracje, które rządzą dyskursem politycznym od kilkunastu lat. Obie te wizje są w istocie dwoma stronami tej samej monety i obie prowadzą nas w otchłań.

Z jednej strony rząd, wciskający społeczeństwu najbardzej obrzydliwe, rasistowskie przekonania, za pomocą prymitywnych narzędzi socjotechnicznych. Z drugiej opozycja, pielęgnująca kult Unii Europejskiej i z uporem tłocząca nam stęchłe neoliberalne recepty autorstwa Sachsa i Balcerowcza, które Polacy znają z lat 90 i które naznaczyły dwie pierwsze dekady III RP – prywatyzacja wszelkich zasobów, likwidacja programu socjalnego, kult kapitalizmu i całkowita dekonstrukcja społecznych więzi. Obie te narracje zdominowały całkowicie politykę ostatnich lat, nie zostawiając przestrzeni na żadną radykalną perspektywę. Dopóki nie wyjdziemy ponad to samonapędzające się koło, nie będziemy w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie co się obecnie dzieje i jak będzie wyglądała nasza przyszłość.

 

Wojna przeciw ludziom w drodze

 

Jeśli chodzi o stronę rządową, to nie zamierzamy dyskutować tu o tym czy ich podejście jest właściwe czy też nie. Wątpliwe, żeby ktokolwiek czytający ten tekst wierzył w jakiekolwiek słowo wypowiadane przez Annę Michalską. W dalszej części tekstu prześledzimy za to, jak na przestrzeni ostatniego roku rząd reagował na zmieniającą się sytuację oraz w jaki sposób ją kształtował.

 

Polityka Prawa i Sprawiedliwości wobec migracji jest z grubsza podobna od 2015 roku, kiedy to rozpętano pierwszą nagonkę na ludzi w drodze. Pamiętamy dobrze rasistowskie ataki mediów rządowych, powielające rasistowskie klisze żywcem zaczerpnięte z historii III Rzeszy, nie spodziewaliśmy się więc, że tym razem władze zareagują inaczej.

Sytuacja w Usnarzu Górnym, pomimo swojej grozy, pokazała jednak jaki paraliż decyzyjny zapanował za sprawą grupy kilkunastu osłabionych osób na krawędzi życia i śmierci. Kilkadziesiąt dni w błocie i na deszczu, bez możliwości dostarczenia jedzenia ani picia. Żadnych osób, które mogły by podjąć decyzję i wziąć za nią odpowiedzialność. Odsyłanie do ministerstwa pytań o to czy można podać spragnionej osobie butelkę wody. Z jednej strony żołnierze, roztrzęsieni podczas wykonywania swojej nieludzkiej pracy, a z drugiej żołnierze wylewający wodę na oczach tych, którzy nie pili od kilkunastu godzin. Pełen wachlarz. Ale miałyśmy świadomość, że to dopiero początek. Kiedy spotykasz się z takim cierpieniem po raz pierwszy, nie możesz przejść koło niego obojętnie, musi wywrzeć na tobie jakieś wrażenie. To był czas na ludzkie odruchy. Potem przychodzi coś innego – normalizacja cierpienia, śmierci, segregacji ludzi. To, co wielu i wiele z nas widziało wcześniej, na granicy grecko-macedońskiej, serbsko-węgierskiej czy w Calais. Potem już nikt nie zadaje pytania „jak to możliwe?”, służby zabijają i patrzą na śmierć bez emocji. Zobojętnienie to normalna reakcja naszego organizmu. A jeśli dodamy do tego władzę, możliwość stosowania przemocy i bezkarność, to uzyskamy idealnego z perspektywy władzy siepacza. Nikt kto był na granicy, nie będzie zastanawiać się już nad tym, jak powstały obozy zagłady i jak mogło dojść do ludobójstwa w przeszłości.

Wprowadzenie stanu wyjątkowego było reakcją na medialność Usnarza. Kobiety i dzieci leżące w błocie, pilnujący ich żołnierze z długą bronią. Takie obrazy nie sprzyjają popularności władz. Wprowadzono strefę. Maksymalny okres przewidziany w polskim prawie to trzy miesiące. Trwało to dziesięć miesięcy, podczas których osoby w lesie zdane były tylko na siebie. Urządzano na nie polowania – żołnierze, faszyści z wojsk obrony terytorialnej, psy, drony, urządzenia termowizyjne. Igrzyska śmierci, bezpieczna zabawa w wojnę dla chłopców i dziewczyn w mundurach. Odgłosy szczekania psów z policyjnych głośników, żeby jeszcze bardziej przerazić dzieci w ciemnym lesie. Pomiędzy tym ludzie z okolicznych wsi i tacy,którzy przybyli z bardzo daleka, próbujący dotrzeć do osób w puszczy, zanim stanie się najgorsze. Wszystkie wielkie organizacje, obracające milionami i stawiające sobie za cel ochronę praw człowieka, okazały się jedynie wydmuszkami. Wystarczy narysować na mapie linię i życie ludzkie przestaje się liczyć. Zostają oddolne działania.

Byłyśmy tam razem i razem doświadczałyśmy kolejnych pushbacków naszych nowych przyjaciół, których spotykałyśmy w lesie. Byłyśmy razem gdy dochodziły informacje o kolejnych znajdowanych zmarłych osobach. Byliśmy tam razem z przerażonymi dziećmi, zgwałconymi kobietami, skatowanymi mężczyznami i ludźmi, którzy aby odbyć tę podróż, zmuszeni byli nieraz do sprzedaży własnych organów. Byłyśmy razem, kiedy rząd podjął decyzję, żeby po prostu wzdłuż całej granicy postawić mur – bo co innego taki rząd mógłby wymyślić? Kiedy okazało się, ile ten mur będzie kosztował i że zarobią na nim firmy powiązane z władzami. Byłyśmy razem w Krośnie Odrzańskim, protestując przeciw więzieniu ludzi w przepełnionych celach, tylko z powodu tego jaki mają paszport. Tam właśnie władza, nienawidząca i bojąca się każdego przejawu solidarności, użyła wobec nas przemocy – kilka osób trafiło do szpitala. Czy ktoś z funkcjonariuszy poniósł konsekwencje? Oczywiście, że nie. Zamiast tego dziesięcioro z nas ma zarzuty napaści na policjanta – standardowa procedura III RP. [1]

Byliśmy razem w tych wszystkich sytuacjach, dzieląc ze sobą tę wielką odpowiedzialność i zbliżając się do siebie, ponieważ takie doświadczenia sprawiają, że poznajemy się z zupełnie innej strony. Wspaniałej strony.

Dlatego chcemy podziękować z całego serca wszystkim Wam, z którymi pracowaliśmy i pracowałyśmy przez ubiegły rok. Nieważne czy w lesie, czy przy obozach detencyjnych, szukaniu zaginonych osób czy walcząc w sądach z tym skurwiałym systemem. Oddolna organizacja i niezależność były naszą siłą i udało nam się w praktyce to, co dla wielu jeszcze niedawno wydawało się nieosiągalne.

Strefa została zniesiona, mur zbudowany. Liczba osób przekraczających granicę raz idzie w górę, innym razem spada. Media zapomniały o temacie, jest wojna w Ukrainie, jest inflacja, są wreszcie celebryci i ich problemy. Tymczasem, warto mieć świadomość, że wschodni korytarz będzie już zawsze otwarty. Łukaszenka sprowadzając ludzi z Bliskiego Wschodu i Afryki, z pewnością realizował w pewnym stopniu plan Putina, dotyczący destabilizacji Polski w kontekście inwazji na Ukrainę. Nie jest to jednak jedyny powód jego działań. Będąc bezpośrednim sąsiadem Unii Europejskiej zapragnął mieć inne zabezpieczenia swojej absolutnej władzy, niż tylko gwarancje rosyjskie, niepewne w perspektywie wojny. Wzorem innych dyktatur u wrót Unii zastosował tę samą sztuczkę – pokazał, że jeśli zechce, może rozszczelnić swoją granicę, ale może też znacznie utrudnić przejście, oczywiście nie za darmo.

Taką samą politykę prowadzą inne dyktatury na rubieżach Unii. Turcja pod rządami Erdogana, druga pod względem wielkości armia NATO, może dokonywać ludobójstwa Kurdów i torturować opozycjonistów, jednocześnie pozostając szanowanym partnerem dla przywódców państw europejskich. Wszystko to ponieważ jest potrzebna Unii do kontrolowania jej granic. Dyktatura Maroko może bezkarnie prowadzić politykę czystek i dyskryminacji ludności okupowanej Sahary Zachodniej z tego samego powodu.

Unia Europejska, wspierając reżimy łamiące prawa człowieka, przerzuca wielką część ciężaru utrzymania europejskiej fortecy na inne kraje. A te mogą być dużo bardziej skuteczne w postrzymywaniu ludzi w drodze, ponieważ nie obowiązują ich „ograniczenia” jakie mają członkowie Unii.

 

Turcja

 

W 2014 r. w Turcji w wyniku działań wojennych w Syrii pojawiły się miliony osób wymagających natychmiastowej pomocy humanitarnej. Przyjęto tam system na podstawie specustawy, czyli podobny do tego jaki mamy obecnie w Polsce po rozpoczęciu wojny w Ukrainie. Jednak po upadku Aleppo w 2016 roku sytuacja uległa dramatycznej zmianie, w Turcji znalazło się wiele nowych osób, które nie chciały tam zostać. W ten sposób od 2016 roku obowiązuje tzw. “krwawy deal”, eufemistycznie nazwane porozumieniem pomiędzy Turcją a Unią Europejską, która miała powstrzymywać łódki przypływające morzem na wyspy greckie. Na temat tego co dzieje się po tureckiej stronie powstały już liczne raporty, książki i publikacje. Kiedy na Morzu Śródziemnym toną łodzie z osobami z doświadczeniem uchodźczym, nikt nie reaguje. Zaczyna to przypominać polityczny mord z premedytacją. Tragedia ludzi to wynik działań przemytników, skorumpowanej policji, polityków Unii Europejskiej, prawników i sądów. Ile osób nigdy nie dopływa do greckich brzegów? Nikt nie prowadzi list zaginionych. Oddolne śledztwa wskazują, że jest wiele pytań bez odpowiedzi. Kto identyfikuje ofiary? Dokąd trafiają ciała? Kto decyduje, gdzie zostają pochowane? Jak bliscy dowiadują się o śmierci krewnych i czy mają później możliwość odnalezienia ich grobów? Osobom, którym jednak udało się dotrzeć drogą morską, zafundowano pobyt w największym w Europie więzieniu zlokalizowanym na świeżym powietrzu czyli tzw. hot spot Moria, a po jego całkowitym spaleniu we wrześniu 2021 r.- Moria 2.0.

Outscorsing graniczny zrobił niewyobrażalną krzywdę tysiącom ludzi w drodze, którzy po traumie wojennej lub doświadczając innych form PTSD, zmuszeni byli i nadal są, do życia w warunkach uwłaczających ludzkiej godności, a już na pewno niezgodnych z żadną konwencją o prawach człowieka. Obozy namiotowe na wyspach greckich to czarna plama na kartach naszej współczesnej historii i nic nie wymaże tej hańby.

 

Libia

 

Kolejnym ponurym przykładem reżimowej polityki migracyjnej Unii Europejskiej są tzw. ośrodki recepcyjne w Libii. To stamtąd wypływają w stronę Włoch i Malty łodzie, których szanse na dotarcie do lądu są najczęściej jednym wielkim znakiem zapytania. Największa tragedia, która wydarzyła się na wybrzeżu włoskiej wyspy Lampedusa, która od dziesięcioleci jest nazywana Drzwiami do Europy, pochłonęła 366 ofiar i w ciągu jednej chwili stała się symbolem bezradności, a jednocześnie zmusiła Unię Europejską do działań pomocowych. Misja miała pomagać ludziom, stała się jednak kolejnym opresyjnym systemem kontroli i cierpienia. W odpowiedzi na reżimową politykę migracyną, na morze wypłynęły statki ratunkowe oddolnych inicjatyw. Aktywistom i aktywistkom wypowiedziano prawdziwą wojnę, często zatrzymujących ich statki w portach i aresztując przebywające tam osoby, co ostatecznie uniemożliwia im przeprowadzenie akcji ratunkowych. Unia Europejska zawiązała kolejną (po tej z Turcją) finansową umowę z Libią, wysyłając przeciwko ludziom na morzu tzw. libijską straż przybrzeżną, na widok której niektórzy wolą skoczyć do morza i utonąć. Dlaczego? Tzw. centra recepcyjne w Libii to niewyobrażalne miejsca gdzie dochodzi do tortur, gwałtów, zabójstw, niewolnictwa i każdego rodzaju opresji jaki możemy tylko sobie wyobrazić. Libijskie prawo stanowi, że możesz stać się więźniem ośrodka detencyjnego zarówno gdy tam przybywasz, jak również gdy chcesz z kraju wyjechać. Te obozy są “prowadzone” zarówno przez oficjalne władze jak i handlarzy ludźmi, gangi i wszelkiego rodzaju przemytników. Czy nie przypomina wam to sytuacji, w której znalazły się osoby w drodze, przekraczające granicę białorusko-polską? Arbitralne osadzenie w Strzeżonych Ośrodkach dla Cudzoziemców ma równie silnie negatywne skutki jakich doznają osoby więzione w Libii. O sytuacji osób w obozach libijskich wiedzą wszyscy, ale nikt z tym nic nie robi. Wiedzą o tym ratownicy na morzu, którzy dosłownie wydzierają ludzi z rąk Libijczyków. Sami są ofiarami kryminalizacji i wiele i wielu z nich pracujących na misjach zmaga się z zarzutami i oczekuje na procesy sądowe, a jedyną ich winą jest silna potrzeba pomocy i ratowania przd śmiercią. Na tym odcinku nie ma oficjalnej europejskiej straży przybrzeżnej,  ponieważ Unia Europejska po raz kolejny kupiła sobie spokój i wykorzystała schemat granicznego outscorsingu. Świadectwa ocalałych osób z obozów libijskich, po odbytej niebezpiecznej podróży, skłaniają do odpowiedzenia sobie na pytanie – dlaczego pozwalamy na tak jawne łamanie praw człowieka, na tak szeroką skalę?

 

Hiszpania

 

W Hiszpanii z kolei mamy dwa istotne miejsca wzmożonych ruchów migrayjnych czyli enklawy Melilla i Ceuta położone na północnym wybrzeżu Afryki. Postawiony tam płot, ma 6 metrów wysokości i jest regulanie forsowany. W czerwcu b.r podczas kiedy większa grupa próbowała przejść wspólnie płot, policja hiszpańska i marokańska użyła broni. Szacuje się, że mogło zginąć nawet do 45 osób (dane są orientacyjne, ponieważ nie wiadomo jaki był stan rannych, którzy zostali natychmiast zabrani do Maroka przez tamtejsze służby). Ta granica jest jednym z miejsc gdzie dochodzi do brutalizacji migracji na szeroką skalę. Hiszpania jako kolonizator nie poczuwa się do rozliczenia z przeszłością będąc tym samym kluczowym elementem projektu tzw. Twierdza Europa. Na Wyspach Kanaryjskich wśród tysiący turystów przebywają też “ludzie cienie”. Są to osoby w drodze, które docierają tam z zachodniej Afryki. Zdarza się, że lokalni rybacy odnajdują puste łodzie. To znak, że komuś się nie udało. Czasami w łodziach są martwi ludzie. To cena za próby dotracia do Europy. Dlaczego ludzie cienie? Bo po przybyciu na wyspę stają się niewidzialni. Dla systemu, dla świata. Są uwięzieni i nie mogą się wydostać. Czekają na wyspach miesiącami na możliwość przeniesienia się na ląd do Hiszpani.

 

Freedom not Frontex

 

Niestety, wiele razy słyszeliśmy od ludzi przychylnych naszym działaniom,a nawet od osób działających na granicy polsko-białoruskiej, że polska straż graniczna łamie prawa człowieka, zaś Frontex mógłby to powstrzymać. Dla osób z ruchu no bordersowego, działającego na Morzu Śródziemnym i szlaku bałkańskim takie słowa wydałyby się ponurym żartem, niestety w Polsce wciąż niewiele osób ma świadomość tego czym zajmuje się ta organizacja.

Frontex został powołany do życia w 2004 roku a jego celem miała być „pomoc państwom członkowskim UE i państwom stowarzyszonym w ramach Schengen w ochronie granic zewnętrznych unijnej przestrzeni swobodnego przepływu osób”. Od 2016 roku zadania agencji objęły oprócz kontroli migracji zarządzanie granicami. Jak czytamy na oficjalnej stronie „Frontex jest uznawany obecnie za jeden z filarów unijnej przestrzeni wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości”. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

W Grecji i na Bałkanach Frontex jest obecny i działa razem ze strażą graniczną i policją.
Europejska Agencja Straży Granicznej Przybrzeżnej zmaga się z poważnymi zarzutami m.in w sprawach tuszowania nielegalnego zawracania łodzi z osobami migrującymi na Morzu Środziemnym. Na skutek wszczętego śledztwa wykryto, że kilka osób z kierownictwa Frontexu celowo ukrywała, że grecka straż graniczna zawracała ludzi, a praktyka ta zwana pushback jest niezgodna z prawem międzynarodowym. Do dymisji podał się szef Fabrice Leggeri. Dlatego tym bardziej niezbędne są niezależne organizacje, które monitorują wydarzenia na morzu. Tak powstał Aegan Boat Reports, który od 2015 roku wydaje szczegółowe raporty dotyczące nielegalnych odepchnięć na morzu i lądzie. Monitorowanie sytuacji jest możliwe dzięki temu, że otrzymują bezpośrednie wiadomości od osób wyruszających w drogę morską lub lądową lub po przybyciu. W 2021 roku Aegan Boat Reports zarejestrował 629 przypadków wypchnięć na Morzu Egejskim, w których uczestniczyło 15803 dzieci, kobiet i mężczyzn, którzy chcieli dotrzeć do bezpiecznej Europy. Jedna trzecia z nich, 5220 osób, przybyła już na greckie Wyspy (Lesvos, Kos, Chios, Leros) aresztowana przez policję, zmuszona do powrotu na morze i pozostawiona dryfując na tratwach ratunkowych, nielegalnie deportowana przez Grecką Straż Przybrzeżną (HCG) współpracującą z Frontexem. [2]

 

Prawie 60% wszystkich łodzi przechwyconych przez turecką straż przybrzeżną w 2021 r. zostało odepchniętych przez władze greckie. Do tego dochodzi znacząca liczba pushbacków na granicy lądowej między Turcją a Grecją w okolicach Evros. Tam, jak i na większości granic zewnętrznych Unii, straży granicznej towarzyszą funkcjonariusze Frontexu. Jest to tzw. punkt zapalny i strefa buforowa, w której miejsce ma wiele gwałtownych wypchnięć.

 

Procedura pushbacks w tym rejonie jest podobna do tej, którą znamy z Polski – odmowa przyjęcia wniosków o ochronę międzynarodową, konfiskata telefonów, dokumentów, pozbawienie jedzenia i picia, liczne akty przemocy i pobicia. Żadna z osób nie zostaje zarejestrowana. Zazwyczaj są pakowani na ciężarówki i wywożeni na granicę, część osób przerzuca się na plażę, innych wyrzuca się do rzeki i zmusza do pokonania jej wpław.

 

Szczegółowe raporty przemocy na zewnętrznych granicach prowadzi również Border Violence Monitoring Network (BVMN). Dotychczas, dzięki pomocy osób pracujących oddolnie lub w sposób sformalizowany, na zewnętrzych granicach Unii Europejskiej Serbii, Bośni i Hercegowinie, Chorwacji, Grecji, Turcji i Słowenii; od 2016 roku zarejestrowali 1558 zeznań ofiar brutalnego traktowania przez straż graniczną.[3] Niektóre raporty zawierają tak drastyczne momenty, że trudno uwierzyć jak bardzo zdeprawowane są służby mundurowe.

 

Inny rejon działania Frontexu to wybrzeże Libii, o którym pisaliśmy wyżej, gdzie Agencja współpracuje ze strażą przybrzeżną, czego skutki często są śmiertelne. Zainteresowanych odsyłamy do raportów Sea-Watch, choćby tego z maja 2021 roku [4].

Oprócz samych granic Frontex jest też kluczowym koordynatorem deportacji w całej Unii. Ponadto „działa jako unijna “agencja ds. powrotów”, koordynując wspólne loty deportacyjne z krajów UE, inicjując deportacje, pomagając w tzw. “dobrowolnych” powrotach i wywierając presję na kraje spoza UE, aby ponownie przyjęły deportowanych uchodźców.” [5]

 

Wiara w to, że Frontex i Unia Europejska mogą być gwarantem przestrzegania praw człowieka, pozbawiona jest wszelkich podstaw. Powyższe przykłady, kiedy dziesiątki tysięcy ludzi skazywane są na śmierć, powinny być wystarczającą przestrogą przed wszelkimi działaniami tych instytucji dotyczącymi granic. Prawa człowieka przysługują jedynie obywatelom i obywatelkom Unii i krajów Globalnej Północy.

Na granicy obserwowaliśmy zmianę jaka zachodziła w ludziach. Zaufanie do służb, początkowo duże, topniało wraz z każdą osobą znalezioną w lesie, kolejnymi pushbackami grożącymi śmiercią i nieludzkim traktowaniem osób w drodze. Żadne słowa nie spowodowałyby takiego rezultatu, wiele osób musiało zobaczyć to na własne oczy. Frontex działa na takiej samej zasadzie – buduje swój wizerunek organizacji chroniącej nas przed groźbą niekontrolowanej migracji i walczącej z handlem ludźmi, kiedy już poza granicami Unii współdziała z tymi, którzy na tym zarabiają.

 

Polska – wschodnia granica Twierdzy Europa

 

Sytuacja na granicach zewnętrznych Unii nie jest wynikiem politycznego planu Łukaszenki. Wykorzystał on jedynie w cyniczny sposób sytuacje milionów ludzi, szukających w Europie schronienia. Gdyby nie wschodni korytarz wielu z nich próbowałby dotrzeć do Europy innymi drogami. W tej sytuacji Łukaszenka nie różni się za bardzo od władz Turcji i innych krajów, wykorzystujących ludzkie tragedie dla swoich politycznych korzyści. To co robi nie jest też bardziej godne potępienia niż działania decydentów unijnych, finansujących antydemokratyczne reżimy w zamian za pilnowanie swoich granic.

Zupełnie błędne jest również założenie, że państwo polskie nie realizuje polityki unijnej. Jest wiele dziedzin, w których rzeczywiście polski rząd sprzeciwiał się wytycznym z Brukseli – choćby wycinkom pierwotnych lasów czy walce z homofobią i transfobią. To zasłona, dzięki której rządzący mogą przedstawiać się jako obrońcy tradycji i niezależności kraju. Zwłaszcza na prawicowy elektorat takie tricki działają bardzo mocno. Jeśli jednak chodzi o wojskowość i politykę graniczną, rząd PiS-u jest posłuszny, choć stara się wciąż przedstawiać jako strona stawiające warunki. Teatralne wypowiedzi o nie wpuszczeniu do Polski Frontexu to jedne z takich zasłon dymnych. Frontex jest odpowiedzialny za całą granicę Unii i fakt, że nie spotykaliśmy na granicy funkcjonariuszy niższego szczebla nie oznacza, że nie uczetniczył w koordynacji działań polskiej straży granicznej. Repertuar środków stosowanych wobec osób w drodze jest podobny do tego jaki stosuje na innych granicach – pushbacki, odmowa wszczęcia procedur azylowych, przemoc fizyczna i zastraszanie.

Wywołany sztucznie tzw. „kryzys migracyjny” posłużył więc wszystkim stronom. Łukaszence udało się zastraszyć Polskę i Unię na tyle, że zdobył kolejne zabezpieczenie i pozycję do negocjacji. Polska zmobilizowała ogromną liczbę zołnierzy i ochotników z WOT-u, zbudowała 180 km muru w najcenniejszym lesie pierwotnym. Nikt nie jest w stanie oszacować ile kosztował nas wszystkich ubiegły rok, dużo łatwiej domyśleć się gdzie trafiły te pieniądze (raport nt firm budujących mur i ich powiązań z władzą znajdziecie na naszym blogu)[6]. Z Brukselii popłynęły kolejne miliony.

Unia uszczelniła swoją wschodnią granicę. Wszystko kosztem ludzi, którzy szukają w Europie lepszego życia, ponieważ uwierzyli, że tu ich prawa nie będą łamane.

Dla jasności – nie uważamy, żeby Unia Europejska była organizacją wyjątkową wśród światowych mocarstw. Zdajemy sobie sprawę, że komfort życia w Europie jest najwyższy na świecie, znacznie lepszy niż w USA, Rosji czy Chinach. Nie zmienia to jednak faktu, że nie dla wszystkich, którzy tu mieszkają jest on dostępny, jak również tego, że komfort ten okupiony jest codziennymi ofiarami.

 

Epilog

 

Podczas niedawnej rozmowy z aktywistą, który zajmuje się ochroną drzew przed wycinkami, padło z jego ust zdanie,iż nie zajmuje się ratowaniem natury tylko ratowaniem ludzi. Zniszczony ekosystem pochłonie nas jako pierwszych, by potem równie szybko się odrodzić, ale już bez nas. Dbając o nasz ekosystem przedłużamy nasze istnienie na Ziemi.

Trudno nie znaleźć tu analogii do migracji. Nie staramy się uratować migrantów, chcemy uratować siebie.

Globalne ocieplenie i zmiany, które następują na całej planecie doprowadzą do wzrostu liczby migrujących osób. To czego możemy doświadczyć teraz jest zaledwie ułamkiem tego, co czeka nas w przyszłości. Utrzymanie obecnego tempa produkcji nie jest możliwe. Będziemy musieli poważnie zmienić nasze nastawienie do przyszłości,zaś utrzymanie naszego obecnego poziomu życia będzie nierealne. Migracje milionów zmienią ten świat na zawsze. Być może jutro sami będziemy uchodźcami ściganymi przez pograniczników.

Jedyną nadzieją na uniknięcie katastrofy jest zapoczątkowanie takich procesów, które pozwolą nam koegzystować obok siebie, zapoczątkują sprawiedliwszy podział dóbr i zaprzestanie rabunkowej polityki kolonizacyjnej. Wiąże się to z głębszymi zmianami politycznymi i społecznymi. Pokazuje to jasno potrzebę intersekcjonalności, czyli połączenia różnych walk.

Na dłuższą metę nie da się oddzielić pomocy ludziom w drodze od sytuacji na świecie i systemu kapitalistycznego. Wiele miejsc już teraz nie nadaje się do życia z powodu suszy, wyjałowenia gleb, zatrucia.[7] Na tych terenach wciąż mieszkają miliony ludzi. Nie mamy żadnego prawa wymagać od nich, aby zostali “u siebie”, bez żadnych perspektyw dla siebie i swoich dzieci. “Bezpieczny powrót do domu” to bardzo często skazywanie ludzi na głód, nędzę, przemoc, choroby, represje polityczne a czasem po prostu bezpośrednio na śmierć.

Skończenie z obecnym systemem, opartym na nieograniczonej eksploatacji ludzi i surowców (dla kapitalistów ludzie mogą być takim samym surowcem jak każdy inny) wydaje się nierealne. Z pewnością nie będzie to łagodne przejście w nową erę, gdzie wszyscy będziemy żyć w pokoju. To bolesny proces, szczególnie dla tych urodzonych w krajach Globalnej Północy, którym nigdy nie brakowało pożywienia i którzy nie musieli codziennie obawiać się o swoje życie. Stracimy wiele z tego komfortu i przywilejów, które już od dawna uważamy za nam należne i których już prawie nie dostrzegamy.

Jednak jesteśmy w sytuacji, gdy nie mamy innego wyjścia – alternatywą wobec tego jest wojna, rozwój totalitaryzmów, zniewolenie społeczeństwa i walka o przetrwanie.

Więc tak – odejście od tego systemu wydaje się nierealne, ale to nasza jedyna szansa. Wszelkie działania, realizowane w oderwaniu od całości problemu nie mogą przynieść żadnych długofalowych rezultatów. Dlatego w przeciwieństwie do wielu innych osób i organizacji nie boimy się tego mówić, choć nie jest to przekaz generujący zasięgi w social mediach. Często słyszymy, że społeczeństwo nie jest gotowe na zmiany, nie jest gotowe nawet na dyskusję na ten temat. W ten sposób zawęża się działanie tylko do reagowania na objawy i w ten sposób jeszcze bardziej umacnia się ten system. W ten sposób traktuje się ludzi jak głupców. Tym właśnie jest dobroczynność i działania charytatywne w swojej istocie. Pomijając już moralne kwestie z tym związane, takie działania nigdy nie przynosą realnych skutków. Nie to jest ich celem.

Nie proponujemy nikomu prostych rozwiązań, bo to nie są proste problemy. Świat post-kapitalistyczny przyzwyczaił nas do myślenia, że wszystkie przeciwności można przezwyciężyć jeśli tylko odpowiednio się postaramy. Do tego, że wszystko może być rozwiązane w prosty sposób.

Nie mamy gotowych recept. Te musimy wypracować wspólnie, ale jest to możliwe tylko jeśli nie będziemy zamykać się na szerszą perspektywę i działania, które być może dużej części społeczeństwa wydają się niewyobrażalne. To nie jest jednak powód, żeby o tym nie mówić. Nie traktujemy ludzi jak kogoś kogo należy chronić przed prawdą i utrzymywać w bańce ignorancji, bo ludzie zasługują na coś więcej.

 

Nasz tekst nie jest żadnym ścisłym podsumowaniem. W ciągu ostatniego roku wydarzyło się tyle rzeczy, że ciężko zawrzeć je w jakimkolwiek tekście inaczej niż w formie krótkich punktów. Nie interesuje nas to. Jesteśmy świadkami pewnego procesu historycznego i politycznego. Dużo ważniejsze jest uświadomienie sobie tych procesów i próba dyskusji na temat tego, jakie działania mogą przynieść realne korzyści i zmiany. Działanie na oślep w ramach schematu doprowadzi nas tylko do kolejnych wypaleń i rozczarowań.

Nie dajmy się zamknąć w narracji, według której osoby w drodze są problemem i nie bądźmy na tyle oportunistyczni by wierzyć w to, że “bezpieczne powroty” do ich krajów rozwiążą sytuację. Nie chodzi nam o to, żeby nie widzieć cierpienia na swoim podwórku. Powinniśmy być wdzięczni i wdzięczne za to, że mamy je przed oczami. Najgorsze jest to, że kiedy ludzie cierpią daleko nam łatwiej jest o tym zapomnieć i udawać, że nie wiedzieliśmy.